Amerykanka na zesłaniu | Konserwator obrazów | Pseudoartystka | Dwadzieścia sześć lat
Niepoprawnie byłoby wysnuć stwierdzenie jakoby była osobą o zdrowych zmysłach i wielkich planach na przyszłość. Planów nie posiada wcale, podobnie jak szarych komórek pod kopułą lecz śmie twierdzić, że to przypadłość każdego artysty jakoby i ona nim była. To, że cały czas marzy, wędruje z chmurki na chmurkę i raczej unosi się nad ziemią niż po niej stąpa, nie oznacza wcale, że posiada w sobie choćby odrobinę talentu, który mógłby pozwolić jej na posiadanie wysokiego mniemania o sobie. Przez przyjaciół w Ameryce- którzy odetchnęli z ulgą gdy wyjechała goniąc okazję na przyszłość- nazywana, a może przezywana ze śmiechem wieczną siostrą Piotrusia Pana, która podobnie jak on nigdy dorosnąć nie ma zamiaru. Jak sama mówi dorosłość to ból, strach i zgrzytanie pochwy- to samo dotyczy się miłości- a na to jeszcze psychicznie gotowa nie jest i wyszaleć się musi nim przyjdzie jej podpierać się laską. Nie oznacza to wcale, że szlaja się po klubach i kończy styrana przez spoconego osiłka w jednej z obskurnych toalet. Największym szaleństwem, na który zdołała się porwać i do dziś dnia jawnie się tym chwali, to zjedzenie litrowego pudełka lodów czekoladowych, które o dziwo wcale nie poszły w dupę, a i cycki niestety nie stały się większe. Mimo, że jest tu od roku to nadal nie zna swoich sąsiadów, a i ci znają ją jedynie wtedy gdy znudzona uderza jednym z pędzli w rurę od kaloryfera łudząc się, że ktoś zrozumie nadawaną przez nią alfabetem morse`a wiadomość i ją uratuje, choć zazwyczaj kończy się to jedynie odpowiedzią wysłaną tą samą drogą, której znaczenia nie umie, bądź nie chce odszyfrować. Posiada i owszem kilku znajomych, może i jakiś przyjaciel się znajdzie, do którego zadzwoni, gdy cudem odnajdzie pokrytą stertą kurzu komórkę. Bo jeśli nie przesiaduje w pracowni, próbując odnaleźć siebie w kolejnych obrazach, jeśli nie restauruje kolejnego, cholernie drogiego na specjalne życzenie jednego z największych muzeów, to zwiedza. Potrafi godziny sterczeć pod osławionym koloseum i gapić się w górę od czasu do czasu wzdychając, potrafi przejść milion razy tą samą uliczką i nadal się gubić, bo bardziej zainteresowana jest skakaniem z kałuży w kałużę niczym małe dziecko, potrafi uśmiechnąć się do nieznajomego najszerzej i najszczerzej jak tylko potrafi byleby tylko jeszcze raz przekonać się o powadze, która jest wręcz jak zaraza tu we Włoszech, potrafi wpaść na kogoś po tym jak potknie się o własne nogi nawet i na prostej drodze, a także potrafi uwierzyć w to, że wkrótce wcale nie kończy dwudziestu sześciu lat, a to jedynie głupi wymysł ludzi, którzy podobno od zawsze ją znają.
_
postać była kiedyś na innym blogu, a z braku innego pomysłu zdecydowałam się na przywrócenie jej do życia.
_
postać była kiedyś na innym blogu, a z braku innego pomysłu zdecydowałam się na przywrócenie jej do życia.
[ Może wspólna praca nad jakimś projektem? ]
OdpowiedzUsuń